Pięć gier na tabliczkę mnożenia przy kuchennym stole
Tabliczkę mnożenia da się wkuć, ale da się ją też wygrać w kości, w karty i w sklep z guzikami. U nas łzy skończyły się dopiero wtedy, kiedy przestaliśmy się jej uczyć, a zaczęliśmy w nią grać.
Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania
Kacper uczył się tabliczki mnożenia w trzeciej klasie i była to nasza domowa wojna stuletnia. Siedzieliśmy przy kuchennym stole z kartką, na której wypisałam wszystkie działania do stu, a on patrzył na nią jak na wyrok. Siedem razy osiem? Cisza. Sześć razy dziewięć? Cisza i łzy. Ja, nauczycielka z prawie dwudziestoletnim wtedy stażem, nie umiałam nauczyć własnego syna tego, czego co roku uczę dwadzieścioro cudzych dzieci.
Uratowała nas moja mama. Przyjechała z Zabrza z puszką guzików, bo „przecież na guzikach się liczy”, i zaczęła z Kacprem grać w sklep. Po godzinie śmiali się oboje. Wtedy zrozumiałam, że w domu próbowałam robić szkołę, a dom to nie jest szkoła.
Najpierw zrozumienie, potem pamięć
Zanim zaczniesz gry, upewnij się, że dziecko rozumie, czym jest mnożenie. To brzmi jak oczywistość, ale nie jest. Mnożenie to dodawanie tych samych liczb. Trzy razy cztery to trzy talerzyki, na każdym cztery ciastka. Albo cztery talerzyki po trzy ciastka, i tu jest pierwsza magia: wynik ten sam.
Na guzikach babci Kacper to zobaczył. Układał trzy kupki po cztery i liczył, a potem cztery kupki po trzy. Nikt mu nie musiał mówić, że mnożenie jest przemienne. Sam to wymyślił i był tym bardzo przejęty.
Dopiero kiedy dziecko rozumie, o co chodzi, przychodzi czas na ćwiczenie pamięci. Tabliczka mnożenia do stu ma w końcu siedzieć w głowie tak, żeby nie trzeba było liczyć na palcach. Ale do tego się dochodzi, a nie od tego zaczyna.
Gry, w które naprawdę gramy
Wszystkie wymagają tylko tego, co jest w każdym domu, i kuchennego stołu.
Kości
Dwie zwykłe kości do gry. Rzucasz, mnożysz oczka. Kto pierwszy powie wynik, dostaje punkt. Na początku to tylko mnożenie do sześciu razy sześć, czyli dobra rozgrzewka. Kiedy to idzie, dokładamy kości dziesięciościenne, jeśli akurat są w domu z jakiejś gry, albo mnożymy wynik jednej kości przez stałą liczbę, na przykład „dziś wszystko razy siedem”.
Wariant spokojniejszy dla dzieci, które nie lubią rywalizacji: rzucamy, mnożymy i zapisujemy wyniki w tabelce. Po dziesięciu rzutach sumujemy. Nikt nie wygrywa, a wszyscy liczą.
Wojna mnożeniowa
Talia kart bez figur, same karty od dwójki do dziesiątki, as jako jedynka. Każdy gracz odkrywa dwie karty i mnoży. Wyższy wynik zabiera karty. Tak jak w zwykłą wojnę, tylko z liczeniem.
To była gra, która przełamała Kacpra. Rywalizował ze mną, z tatą, a najchętniej z babcią, która czasem specjalnie się myliła, żeby mógł ją poprawić. Nic tak nie uczy jak poprawianie babci.
Sklep z guzikami
Gra mojej mamy. Guziki to pieniądze. Na stole leżą „towary” z karteczkami z cenami: jabłko za trzy guziki, bułka za cztery. Dziecko robi zakupy: „poproszę pięć bułek”. Ile płaci? Sprzedawca musi policzyć, kupujący sprawdza. Potem zamiana ról.
W tej grze tabliczka mnożenia ma sens, bo coś od niej zależy. Kacper bardzo pilnował, żeby babcia go nie oszukała.
Memory z działaniami
Karteczki z działaniami i osobne z wynikami. Wszystkie odwrócone. Odkrywasz dwie: jeśli działanie pasuje do wyniku, zabierasz parę. Tę grę można zrobić w kwadrans z kartonu po płatkach i flamastra, a wystarcza na miesiące. Zacznij od jednej kolumny, na przykład tylko razy trzy, a potem mieszać.
Bingo
Każdy ma kartkę z dziewięcioma wynikami w kratkach. Prowadzący czyta działania: „sześć razy siedem”. Kto ma czterdzieści dwa, skreśla. Kto pierwszy ma linię, wygrywa. Dobra gra na rodzinny wieczór, bo mogą grać i dorośli, i młodsze rodzeństwo z pomocą.
Sztuczki, które pomagają
Kilka rzeczy, które pokazuję dzieciom w szkole i które działają też w domu:
- Razy dziewięć na palcach. Połóż dziesięć palców na stole, zegnij ten, przez który mnożysz. Palce po lewej to dziesiątki, po prawej jedności. Dzieci to uwielbiają, bo czują, że znają sekret.
- Razy pięć to połowa razy dziesięć. Siedem razy dziesięć to siedemdziesiąt, połowa to trzydzieści pięć.
- Kwadraty. Trzy razy trzy, cztery razy cztery, siedem razy siedem. Dzieci zapamiętują je łatwiej, bo są „parami”, więc ćwiczymy je osobno.
- Co już umiesz, skreśl. Wydrukuj tabelkę do stu i skreślaj działania, które dziecko zna na pewno. Nagle się okazuje, że z tego, co wydawało się górą, zostało kilkanaście trudnych działań. Siedem razy osiem, sześć razy dziewięć, osiem razy siedem. To są wrogowie, reszta już jest pokonana.
Ile i jak często
Dziesięć, piętnaście minut. Najlepiej codziennie albo prawie. Gra po obiedzie, w kolejce do lekarza z pytaniami na głos, w samochodzie. Krótko i często, a nie godzinę w niedzielę.
Nie oczekuj, że dziecko zapamięta wszystko w miesiąc. Tabliczka mnożenia w podstawie programowej to umiejętność na koniec edukacji wczesnoszkolnej, a potem długo jeszcze się ją utrwala. W czwartej klasie wiele dzieci nadal musi się chwilę zastanowić przy siedem razy osiem. To normalne.
Jeśli pojawiają się łzy
Przestań. Naprawdę. Kiedy dziecko płacze nad tabliczką, nic już do głowy nie wchodzi, poza tym, że matematyka jest straszna. Odłóż, zróbcie coś innego, wróćcie jutro, najlepiej z grą.
Pomyśl też, skąd te łzy. Czasem to zmęczenie, czasem strach przed kartkówką, a czasem, jak u nas, presja rodzica, który za bardzo chce. Pisałam o tym przy sprawdzianie w trzeciej klasie: dziecko bardzo dokładnie wyczuwa nasze emocje.
Jeśli mimo gier i spokoju dziecko przez długi czas nie rozumie mnożenia, nie widzi związku między działaniami, myli proste rzeczy, porozmawiaj z wychowawczynią. Czasem potrzebne jest dodatkowe wsparcie w szkole, a czasem wizyta w poradni. To nie porażka, tylko informacja.
Co zostało
Kacper ma dziś dziesięć lat i liczy w głowie statystyki piłkarzy Piasta szybciej niż ja. Tabliczkę mnożenia zna. Siedem razy osiem nadal mówi z lekkim wahaniem, ale mówi. Puszka z guzikami babci stoi w naszej kuchni do dziś i teraz gra na niej Mila. Na razie w dodawanie, a za ladą stoi zwykle Kacper i bardzo pilnuje, żeby siostra płaciła co do guzika.