Nauka przez gotowanie: matematyka i czytanie w kuchni
Kuchnia to najlepsza klasa, jaką mamy w domu. Jest w niej ważenie, dzielenie, czytanie ze zrozumieniem i konsekwencje błędów, które da się zjeść. Jak gotować z dziećmi, żeby się przy okazji uczyły, a kuchnia przetrwała.
Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania
W naszym domu gotuje głównie Piotr. Ja piekę, i to nieregularnie, ale gotowanie na co dzień to jego królestwo. I to on, a nie ja, nauczycielka z zawodu, odkrył, że Mila uczy się w kuchni więcej niż przy biurku. Stało się to przy naleśnikach, w sobotę rano, kiedy Mila zapytała, dlaczego mąki jest „dwa kubki”, a mleka „dwa i pół”. Pół czego?
Od tamtej pory weekendowe gotowanie z tatą jest u nas rytuałem. A ja, przyglądając się z boku, zrobiłam sobie listę, czego się tam przy okazji uczą.
Matematyka, której nie widać
Kiedy mówię rodzicom, że gotowanie to matematyka, patrzą na mnie z niedowierzaniem. A potem wymieniam.
Liczenie. Trzy jajka, cztery łyżki cukru, dwie szklanki mąki. Najprostsze liczenie przedmiotów, dla czterolatka idealne. „Podaj mi trzy jajka” to zadanie matematyczne, tylko nikt tego tak nie nazywa.
Mierzenie i ważenie. Waga kuchenna to cudowne narzędzie. Dziecko widzi, że sto gramów mąki to tyle, a dwieście to dwa razy tyle. Widzi cyfry na wyświetlaczu, które rosną, kiedy sypie. Porównuje: co jest cięższe, szklanka cukru czy szklanka mąki? Zdziwienie gwarantowane.
Ułamki. „Pół szklanki”, „ćwierć kostki masła”, „pokrój jabłko na cztery części”. Ułamki w szkole pojawiają się później, ale dziecko, które kroiło pizzę na osiem kawałków i dzieliło ją między czworo ludzi, rozumie je zanim usłyszy słowo „ułamek”.
Mnożenie i dzielenie. Przepis na cztery osoby, a nas jest pięcioro? Albo przyjeżdża babcia i trzeba zrobić podwójną porcję? Kacper w wieku dziewięciu lat przeliczał przepis na ciasto, bo chciał upiec dwa. To była lepsza lekcja niż niejedna karta pracy. O tym, jak ćwiczyć tabliczkę mnożenia bez łez, pisałam osobno przy grach na kuchennym stole. Kuchnia to naturalne przedłużenie tych gier.
Czas. Minutnik, zegar, „piecze się dwadzieścia minut”. Dziecko uczy się, ile to jest dwadzieścia minut, bo czeka na ciasto. Nie ma lepszego sposobu na poczucie czasu niż czekanie na ciasto.
Kształty i geometria. Foremki do ciastek, krojenie na kwadraty i trójkąty, układanie owoców w koło na torcie. Dla przedszkolaka to rozpoznawanie figur, dla starszaka rozmowa o tym, jak podzielić prostokątne ciasto na dwanaście równych kawałków.
Czytanie ze zrozumieniem
Przepis to tekst użytkowy, i to taki, w którym błąd w czytaniu ma natychmiastowe konsekwencje. Łyżeczka soli zamiast łyżki, a ciasto jest nie do zjedzenia. Pomylona kolejność, a krem się zwarzył.
Z dziećmi, które już czytają, robimy tak: dziecko czyta przepis na głos, krok po kroku, a dorosły robi dokładnie to, co usłyszał. Jeśli dziecko pominie krok, dorosły go pomija. Oczywiście w granicach rozsądku, nie przy piekarniku. Ale kiedy okazuje się, że ciasto nie wyrosło, bo „nie przeczytałeś o proszku do pieczenia”, czytanie ze zrozumieniem nagle zyskuje sens.
Dla młodszych dzieci, jak Mila, robimy przepisy obrazkowe. Rysunek jajka i cyfra trzy. Rysunek szklanki i napis „MLEKO”. Mila czyta, co umie, a resztę odgaduje z rysunków. Potem sama zapisuje przepis w wakacyjnym kajeciku, z rysunkiem gotowego dania.
Co może robić dziecko w jakim wieku
To nie jest sztywna lista, bo dzieci są różne, a dorosły zawsze ocenia sam. Ale mniej więcej:
Trzy, cztery lata: mycie warzyw i owoców, mieszanie w misce, wsypywanie odmierzonych składników, rozbijanie jajek (z nauką, że skorupki się zdarzają), wyciskanie ciastek foremkami, układanie na blasze.
Pięć, sześć lat: odmierzanie łyżką i szklanką, krojenie miękkich rzeczy nożem z zaokrąglonym czubkiem, na przykład banana czy ugotowanego ziemniaka, smarowanie kanapek, wyrabianie ciasta, liczenie składników.
Siedem, osiem lat: ważenie na wadze, czytanie prostych przepisów, krojenie ostrzejszym nożem pod nadzorem, obieranie obieraczką, mieszanie przy kuchence z dorosłym obok.
Dziewięć, dziesięć lat i więcej: samodzielne przygotowanie prostego posiłku z dorosłym w pobliżu, przeliczanie proporcji, planowanie zakupów, pilnowanie czasu.
Bezpieczeństwo to osobny temat, i to twój. Nóż, gorąca woda, piekarnik, kuchenka. Ustal zasady na początku i trzymaj się ich bez wyjątków. U nas zasada jest jedna: przy kuchence i piekarniku dziecko nigdy nie jest samo.
Zakupy jako lekcja
Przed gotowaniem są zakupy, i to też jest matematyka. Lista zakupów, którą dziecko pisze albo rysuje. Porównywanie cen: które masło jest tańsze? Ile wydamy? Czy wystarczy nam dwadzieścia złotych? Kacper bardzo lubił dostać kwotę i sam zdecydować, co kupić na deser, żeby się zmieścić.
To też sposób na ćwiczenie cierpliwości w sklepie. Dziecko, które ma zadanie, rzadziej prosi o słodycze przy kasie. Rzadziej, nie nigdy.
Od czego zacząć
Jeśli nigdy nie gotowaliście razem, zacznijcie od czegoś, co wychodzi zawsze i daje efekt szybko. U nas to były naleśniki, bo jest w nich liczenie jajek, odmierzanie mąki i mleka, mieszanie i czekanie na pierwszy, który zawsze się nie udaje. Dobre są też sałatka owocowa, koktajl, kanapki na kolację i proste ciasto ucierane.
Wybierzcie jeden przepis i róbcie go kilka razy, zamiast codziennie czegoś nowego. Przy trzecim razie dziecko pamięta kolejność, przy piątym poprawia dorosłego. I to jest ten moment, kiedy widać, że się nauczyło.
Bałagan jest wliczony
Gotowanie z dziećmi to mąka na podłodze, jajko na blacie i zlew pełen misek. Jeśli to cię stresuje, zacznij od małych rzeczy: kanapki, sałatka owocowa, koktajl. Nie zaczynaj od wielkiego pieczenia na urodziny, kiedy goście przychodzą za dwie godziny.
Piotr ma zasadę: sprzątamy razem. Dziecko, które gotowało, zmywa miski albo wyciera blat. Mila dostaje do tego stołek i fartuch Piotra, który sięga jej do kostek.
Co z tego zostaje
Nie mam badań, żeby pokazać, że dzieci gotujące z rodzicami lepiej liczą. Mam za to obserwacje z klasy. Kiedy na lekcji mówimy o ważeniu i mierzeniu, zawsze jest kilkoro dzieci, które od razu wiedzą, o co chodzi. Pytam, skąd wiedzą. Odpowiadają: „Bo piekłem z babcią”, „Bo tata ma wagę w kuchni”.
A w domu mamy sobotnie naleśniki, przeliczane na pięć osób, z Milą, która czyta „MLEKO” z kartki przyklejonej do lodówki, i Kacprem, który twierdzi, że zrobi lepsze niż tata. Czasem robi. Ja w tym czasie piję kawę i patrzę. To moja ulubiona lekcja w tygodniu i nie muszę jej prowadzić.