Co pierwszoklasista powinien umieć, a czego nie musi
Od września biorę nową pierwszą klasę, a moja Mila idzie do pierwszej klasy w innej szkole. Z obu stron widzę to samo: rodzice martwią się o czytanie, a dzieciom najbardziej przydają się sznurowadła, cierpliwość i umiejętność poproszenia o pomoc.
Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania
We wrześniu zaczynam z nową pierwszą klasą. Dwadzieścia jeden dzieci, 1a, prawie wszystkie z rocznika 2019, czyli tego, który w tym roku kończy siedem lat i rozpoczyna obowiązek szkolny. Jednocześnie Mila, moja najmłodsza, idzie do pierwszej klasy w szkole bliżej domu. Nie u mnie, bo uważam, że dziecko nie powinno mieć mamy za wychowawczynię. Mamy więc w domu podwójne przygotowania: ja do uczenia, ona do bycia uczennicą.
Wszyscy znajomi pytają mnie o to samo: czy Mila już czyta? Trochę czyta. Ale nie o to się martwię i nie o to bym się martwiła na miejscu innych rodziców.
Co się zmienia w tym roku
Najpierw kontekst, bo ten wrzesień jest wyjątkowy. Od 1 września 2026 roku w klasach pierwszych i czwartych szkoły podstawowej oraz w przedszkolach obowiązuje nowa podstawa programowa, wprowadzana w ramach reformy „Kompas Jutra”. Pierwszoklasiści będą się uczyć z nowych podręczników, a starsze roczniki na razie zostają przy dotychczasowej podstawie. Ministerstwo zapowiada więcej zajęć praktycznych, projektów i częstszą informację zwrotną dla ucznia i rodzica obok samej oceny.
Od tego samego dnia w szkołach podstawowych ma obowiązywać zakaz używania przez uczniów smartfonów i innych urządzeń cyfrowych. Szczegóły, na przykład gdzie telefon ma leżeć w czasie lekcji, określi każda szkoła. Dla pierwszaka to zwykle nic nowego, ale jeśli planujesz dać dziecku zegarek z telefonem, zapytaj w szkole, jak to u nich wygląda.
Jak to będzie wyglądało w praktyce, dowiem się razem z moimi uczniami. Szczerze mówiąc, cieszę się, choć mam też tremę, jak po dwudziestu latach pracy nie myślałam, że jeszcze będę mieć.
Czego pierwszoklasista nie musi umieć
Zacznę od tego, bo to najbardziej uspokaja.
Nie musi czytać. Nauka czytania to zadanie pierwszej klasy i całej edukacji wczesnoszkolnej. W każdej klasie mam dzieci czytające płynnie i takie, które znają kilka liter. Po roku ta różnica wyraźnie maleje.
Nie musi pisać. Ani liter pisanych, ani drukowanych. Może umieć napisać swoje imię i to jest bardzo miłe, ale nie jest warunkiem.
Nie musi liczyć do stu. Wystarczy, że liczy przedmioty w małym zakresie i rozumie, że pięć to więcej niż trzy.
Nie musi znać angielskiego. Naprawdę. Język obcy jest w szkole od pierwszej klasy i zaczyna się od piosenek, zabaw i pojedynczych słów, a nie od gramatyki.
Nie musi znać zegara ani dni tygodnia. Tego też uczymy, powoli, przez cały pierwszy rok, na przykładach z życia klasy.
Co naprawdę pomaga
Oto lista, którą co roku pokazuję rodzicom na pierwszym zebraniu. Nie jest to lista wymagań. To lista rzeczy, dzięki którym dziecko w szkole będzie się czuło pewniej.
Samodzielność w szatni. Zmiana butów, zapięcie kurtki, znalezienie swojego worka. Jeśli dziecko ma buty na sznurowadła, niech umie je zawiązać. Jeśli nie umie, lepiej rzepy. W sali mam dwadzieścia jeden par butów i dwie ręce.
Toaleta bez pomocy. Samo, z myciem rąk i spuszczaniem wody. Brzmi oczywiście, ale nie wszystkie sześcio- i siedmiolatki to umieją, zwłaszcza z guzikami w spodniach.
Proszenie o pomoc. To dla mnie najważniejsza umiejętność na tej liście. Dziecko, które umie podejść i powiedzieć „proszę pani, nie rozumiem” albo „zgubiłem piórnik”, poradzi sobie ze wszystkim. Dziecko, które siedzi cicho i płacze, bo boi się zapytać, ma trudniej, a ja nie zawsze to zauważę od razu.
Słuchanie poleceń w grupie. Kiedy mówię do całej klasy „wyjmijcie zeszyty”, dziecko powinno zrozumieć, że to też do niego. W domu dzieci są przyzwyczajone, że polecenie jest osobiste. W klasie jest dla dwudziestu osób.
Siedzenie przez chwilę. Nie czterdzieści pięć minut w bezruchu, bo w klasach 1-3 zajęcia są przeplatane ruchem. Ale dziesięć, piętnaście minut przy jednym zadaniu to dobry punkt wyjścia.
Radzenie sobie z przegraną. W szkole są gry, konkursy, zawody. Ktoś zawsze przegrywa. Dziecko, które w domu nigdy nie przegrało w memory, bo rodzice mu dawali wygrać, przeżywa w szkole prawdziwy szok.
Sprawne ręce
Osobny punkt, bo to rzecz, którą widzę coraz częściej. Dzieci przychodzą do pierwszej klasy z bardzo słabą sprawnością dłoni. Nie umieją ciąć nożyczkami po linii, ołówek trzymają w pięści, szybko się męczą przy rysowaniu. To nie jest ich wina, po prostu mniej lepią, wycinają i rysują, a więcej przesuwają palcem po ekranie.
Wakacje to dobry czas, żeby to nadrobić bez ćwiczeniówek: lepienie z plasteliny i ciastoliny, nawlekanie koralików, wycinanie, przelewanie wody, zapinanie guzików, rysowanie kredą na chodniku, budowanie z klocków. Wszystko, co wymaga palców. Wakacyjny kajecik z wklejkami i rysunkami to zresztą też świetne ćwiczenie dla rąk.
Czytanie: jeśli chcesz coś robić
Jeśli dziecko samo się garnie do liter, super. Wtedy polecam to, o czym pisałam przy czytaniu z sześciolatkiem: krótko, codziennie, głoskami, a nie nazwami liter. Ale jeśli nie chce, nie zmuszaj. Czytaj mu dużo na głos. To jest lepsze przygotowanie do szkoły niż jakiekolwiek ćwiczenia.
Emocje: ważniejsze niż litery
Pierwsza klasa to dla dziecka ogromna zmiana. Nowe miejsce, nowi ludzie, dłuższy dzień, zasady. Warto o tym rozmawiać w wakacje. Opowiedz, jak wyglądał twój pierwszy dzień w szkole, zwłaszcza jeśli było coś zabawnego albo trudnego. Przejdźcie się pod szkołę. Jeśli szkoła organizuje spotkanie dla przyszłych pierwszaków, idźcie.
Nie strasz szkołą („w szkole już się nie pobawisz”, „w szkole pani cię nauczy”), ale też nie obiecuj cudów. „W szkole poznasz nowych kolegów i będziesz się uczyć ciekawych rzeczy. Czasem będzie łatwo, czasem trudno, i to normalne.”
Co my robimy w te wakacje
Mila ćwiczy wiązanie sznurowadeł na starym bucie Kacpra. Idzie jej średnio, więc kupiliśmy buty na rzepy, a sznurowadła ćwiczymy dalej bez presji. Codziennie lepi coś z plasteliny, wycina z gazet, rysuje. Czytamy wieczorem. I rozmawiamy o szkole.
Wczoraj zapytała mnie, czy jej pani będzie taka jak ja. Powiedziałam, że będzie inna, ale na pewno będzie się cieszyć, że Mila przyszła. Pomyślałam wtedy o moich dwudziestu jeden nowych uczniach. Ich mamy pewnie też słyszą to pytanie.