Pierwszy listopada z małym dzieckiem. Cmentarz, znicze i trudne pytania
W niedzielę jedziemy z mamą na groby rodzinne w Zabrzu. Mila ma sześć lat i w tym roku pierwszy raz zadaje pytania, na które nie ma krótkiej odpowiedzi. Jak przygotowuję ją na tłum i ogień zniczy, co pakuję na zimny dzień i jak mówię o śmierci prosto, bez pogadanek.
Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

W zeszłym tygodniu przy kolacji Mila zapytała, czy babcia Jadwiga też kiedyś umrze. Kacper upuścił widelec, Piotr spojrzał na mnie, a ja przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Odpowiedziałam, że tak, kiedyś, ale mam nadzieję, że za bardzo długo. Mila pokiwała głową, zjadła ziemniaka i zapytała, czy jutro jest wuef.
Od kilku tygodni takich pytań jest więcej. Mila zaczęła pierwszą klasę, czyta coraz więcej, słyszy więcej. A w niedzielę jedziemy z babcią Jadwigą na cmentarz w Zabrzu, gdzie leżą moi dziadkowie, rodzice mamy. Postanowiłam, że tym razem przygotuję ją lepiej, niż przygotowywałam starsze dzieci, kiedy były w jej wieku.
Co dziecko zobaczy
Małe dziecko na cmentarzu pierwszego listopada widzi rzeczy, których dorośli już nie zauważają:
- Tłum. Wąskie alejki, dużo ludzi, wszyscy z kwiatami i zniczami, wszyscy idą w różne strony. Dla sześciolatka to las nóg i płaszczy.
- Ogień. Setki zniczy, niektóre na wysokości dziecięcej twarzy. Dym, zapach wosku, gorące szkło.
- Smutnych dorosłych. Ktoś płacze przy grobie, ktoś stoi w milczeniu. Dziecko nie zawsze rozumie dlaczego, ale czuje, że coś jest inaczej.
- Napisy. Nazwiska, daty, czasem zdjęcia na płytach. Dziecko, które zaczyna czytać, będzie je czytać na głos.
Z Milą rozmawiałam o tym w środę, przy rysowaniu. Powiedziałam, że będzie dużo ludzi, że będziemy trzymać się za ręce, że świeczki są gorące i nie wolno ich dotykać, nawet zgaszonych, i że ktoś może płakać, bo tęskni. Zapytała, czy ja też będę płakać. Powiedziałam, że może trochę. Uznała, że w takim razie potrzyma mnie za rękę.
Ogień i bezpieczeństwo
Znicze to dla dzieci największa atrakcja i największe ryzyko. Zasady, które mamy w rodzinie od czasów Agaty:
- Dziecko nie chodzi samo między grobami. Zawsze z dorosłym za rękę albo przy grobie, na którym stoimy.
- Zapala dorosły, dziecko stawia. Mila wybiera miejsce i stawia znicz, kiedy ja trzymam zapalniczkę. W tym roku ma swój mały znicz, szklany, który sama wybrała w sklepie.
- Długie włosy związane, szalik schowany. Szalik zwisający nad zniczem widziałam w ogniu dwa razy.
- Rękawiczki bez frędzli. Z tego samego powodu.
- Nie dotykamy cudzych zniczy. Nawet tych, które zgasły. To nie nasze.
Kacper w wieku Mili chciał koniecznie poprawiać wszystkie przewrócone znicze w całej alejce. Piotr chodził za nim jak cień i wrócił do domu z oparzonym palcem. Kacper nie.

Co pakuję
Na cmentarzu stoi się długo, a pierwszy listopada potrafi być zimny i mokry. Plecak pakuję jak na krótką wycieczkę, o czym pisałam przy plecaku przedszkolaka, z kilkoma zmianami:
- Ubranie na cebulkę i ciepłe buty. Grube skarpety, kalosze albo nieprzemakalne buty. Na cmentarzu jest błoto, mokre liście i zimny kamień.
- Czapka i rękawiczki. Nawet jeśli w domu wydaje się, że niepotrzebne.
- Termos z ciepłą herbatą. Dla wszystkich, nie tylko dla dziecka.
- Coś małego do jedzenia. Jabłko, bułka. Zabrze to dla nas cały dzień, z dojazdem i obiadem u mamy.
- Mokre chusteczki. Wosk, ziemia, ręce.
- Mały woreczek na śmieci. Na stare znicze i opakowania, jeśli kontener jest daleko.
- Kartka z numerem telefonu w kieszeni. W tłumie dziecko może się zgubić. Agata zniknęła mi kiedyś na dwie minuty w zoo i od tamtej pory ta kartka jest zawsze.
Pytania o śmierć
Tu jestem ostrożna, bo każda rodzina ma swój sposób mówienia o śmierci, swoją wiarę albo jej brak. Napiszę, jak robimy to u nas i co widzę w szkole.
Mówię prawdę, krótko. „Pradziadek umarł, kiedy był już bardzo stary. Jego ciało przestało działać.” Bez „zasnął”, bo potem dziecko boi się zasypiać. Bez „odszedł”, bo dziecko pyta, dokąd i kiedy wróci.
Nie dokładam więcej, niż dziecko pyta. Jeśli Mila pyta, czy pradziadek coś czuje, odpowiadam, że nie, nic go już nie boli. Jeśli nie pyta dalej, nie ciągnę. Dziecko samo wie, ile jest w stanie przyjąć.
Mówię „nie wiem”, kiedy nie wiem. Mila zapytała w zeszłym roku, gdzie pradziadek jest teraz. Powiedziałam, co my w rodzinie wierzymy, i dodałam, że różni ludzie wierzą w różne rzeczy. Babcia Jadwiga dopowiedziała swoje, po śląsku, i Mila była zadowolona.
Opowiadam o żywych wspomnieniach. Przy grobie dziadków opowiadam, jak dziadek uczył mnie gwizdać na dwóch palcach i jak babcia piekła kołocz. Mama dopowiada swoje. Dziecko wtedy widzi, że ludzie, którzy umarli, są dalej w opowieściach. To mniej straszne niż sama płyta z napisem.
Nie robię pogadanek. W domu, w samochodzie, wieczorem. Jeśli dziecko wraca do tematu, rozmawiamy. Jeśli nie, nie wywołuję go specjalnie.
W szkole, w pierwszych dniach listopada, dzieci przynoszą te pytania do klasy. Ktoś opowiada o babci, która umarła w wakacje, ktoś o chomiku. Nie prowadzimy wtedy lekcji o śmierci, tylko słuchamy i odpowiadamy prosto.
Kiedy lepiej zostać
Jeśli dziecko jest chore, bardzo zmęczone albo wyraźnie boi się tłumu, nie trzeba go zabierać pierwszego listopada. Groby można odwiedzić kilka dni później, w spokojniejszy dzień, kiedy alejki są puste i można postać dłużej. Zrobiliśmy tak kiedyś z Kacprem, kiedy miał gorączkę, i babcia Jadwiga nie miała o to żalu. Powiedziała, że „dziadek i tak by wolał, żeby mały leżał w łóżku”.
U nas w niedzielę
Plan jest taki: rano jedziemy po mamę, potem razem na cmentarz, póki jest jeszcze w miarę spokojnie. Godzina, może trochę dłużej. Potem obiad u mamy, rosół i rolada, bo u niej pierwszego listopada inaczej nie bywa. Wieczorem, jeśli Mila będzie miała siłę, wrócimy na chwilę na cmentarz, żeby zobaczyć światła. To jedyny dzień w roku, kiedy cmentarz wygląda tak, jakby się palił od środka. Agata w wieku Mili mówiła, że to „najładniejsze miejsce w Zabrzu”.
Mila już wybrała, gdzie postawi swój znicz. Przy literach z imieniem prababci, bo „ona ma ładne imię”. Przeczytała je sama, sylabami, kiedy dwa tygodnie temu pojechałyśmy z babcią posprzątać grób, i od tamtej pory to jej miejsce.


