Do treści strony
Szkoła

Wyprawka widziana z biurka wychowawczyni 1a

Od tygodnia chodzę po pustej sali, w której od września będzie siedziała moja nowa 1a. Liczę półki, sprawdzam ławki i spisuję listę dla rodziców. Oto co z tej listy naprawdę leży na ławce pierwszaka, a co przez cały rok stoi w szafce.

Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

Sala na drugim piętrze, okna na boisko, dwadzieścia jeden krzesełek odwróconych do góry nogami na ławkach, bo w wakacje myto podłogi. Tak wyglądała moja przyszła 1a, kiedy przyszłam do szkoły w połowie sierpnia. Zdjęłam krzesła, przetarłam blaty i zaczęłam od półek w szafie pod oknem: na każdej naklejka, na razie bez imienia, bo imiona dopiszę we wrześniu.

Potem usiadłam w pierwszej ławce, na małym krzesełku, z kolanami prawie pod brodą, i spisałam listę dla rodziców. W tym roku kompletuję też wyprawkę dla Mili, która idzie do pierwszej klasy w innej szkole, bliżej domu. Mam więc dwie listy: swoją i cudzą. Ta cudza przyjdzie od jej wychowawczyni, ja piszę swoją. Poniżej jest właśnie ona, z komentarzem, czemu coś na nią trafiło.

Ławka pierwszaka to naprawdę mało miejsca

Zacznę od rzeczy, której rodzice nie widzą: ławka jest dwuosobowa i ma niewiele ponad metr szerokości. Na połowie mieści się zeszyt, książka ćwiczeń i piórnik. Nic więcej. Jeśli obok leży jeszcze bidon, pudełko z drugim śniadaniem i zabawka z domu, coś spada na podłogę średnio co dziesięć minut.

Dlatego w mojej klasie na ławce w czasie lekcji leży tylko to, czego akurat używamy. Reszta ma swoje miejsce: w tornistrze zawieszonym na haczyku przy ławce albo w szafce. Kiedy układam listę, dzielę ją właśnie tak. Nie według sklepu, tylko według tego, gdzie rzecz będzie mieszkała przez rok.

W piórniku, czyli na ławce codziennie

To jedyna część wyprawki, którą dziecko ma pod ręką przez cały dzień. Piórnik ma być prosty, taki, który pierwszak otworzy i zamknie jedną ręką, i ma mieć komplet:

  • dwa, trzy ołówki, najlepiej trójkątne, miękkie (HB albo B),
  • gumka, która naprawdę ściera,
  • temperówka z pojemnikiem na wióry,
  • kredki ołówkowe, dwanaście kolorów,
  • nożyczki z zaokrąglonymi końcami, ale ostre na tyle, żeby cięły papier,
  • klej w sztyfcie,
  • krótka linijka, która mieści się w piórniku.

Trójkątne ołówki i miękki grafit nie są moim kaprysem. Pierwszak dopiero uczy się trzymać narzędzie tak, żeby ręka nie bolała po trzech linijkach. O tym, jak przygotować rękę do pisania przed wrześniem, pisałam niedawno i trójkątny ołówek jest częścią tej samej układanki.

Temperówka z pojemnikiem ma na liście pogrubienie. W zeszłorocznej 3b było jedno pudełko na wióry dla całej klasy i kolejka do kosza w połowie lekcji. W pierwszej klasie tego nie chcę.

Na półce w szafce przez cały rok

Tu trafia większość wyprawki, a rodzice często o tym nie wiedzą i noszą wszystko codziennie w tornistrze. W mojej sali każde dziecko ma swoją półkę. Na niej zostają:

  • podręczniki i książki ćwiczeń (dostają je w szkole, bo w klasach 1-3 szkoła zapewnia jedno i drugie; w tym roku pierwszaki mają nowe podręczniki do nowej podstawy, więc te po starszym rodzeństwie nie będą pasować),
  • teczka z gumką na karty pracy i rysunki,
  • blok rysunkowy i blok techniczny,
  • plastelina w pudełku,
  • farby, pędzle i kubeczek na wodę, podpisany na dnie.

Do domu wraca tylko to, co jest potrzebne danego dnia. Wtedy pierwszak nosi lekki tornister, a ja nie słyszę w październiku, że ktoś zapomniał ćwiczeń, bo zostały na kanapie.

Na haczyku i w szatni

Tornister wisi przy ławce na haczyku, więc musi mieć porządne ucho do zawieszenia. To drobiazg, który sprawdzam w pierwszym tygodniu u wszystkich. Tornister ma być lekki, sztywny, z szerokimi szelkami i nie sięgać niżej niż do linii bioder. Po schodach na drugie piętro dziecko niesie go samo, więc niech będzie na jego siły.

W szatni wiszą worki. Jeden z kapciami na rzep, bo pierwszak ze sznurowadłami przy przebieraniu to dziesięć minut każdej przerwy. Drugi ze strojem na wychowanie fizyczne: koszulka, spodenki, obuwie sportowe. W szatni na parterze jest kilkadziesiąt worków w podobnych kolorach, więc na każdym musi być imię, najlepiej duże i na zewnątrz.

Wspólna półka klasowa

Pod oknem stoi jeszcze jedna szafka, bez naklejek. To półka całej klasy. Na pierwszym zebraniu proszę rodziców o kilka rzeczy do niej: chusteczki higieniczne, ryzę papieru do drukarki, bibułę, kolorowy papier. Z tego korzystają wszyscy, a nikt nie zostaje bez kartki, kiedy wycinamy jesienne liście.

Część rodziców woli zrzucić się na to drobną kwotą, część przynosi rzeczy. Obie drogi są dobre. Jeśli komuś żadna nie odpowiada, wystarczy powiedzieć mi to po zebraniu, spokojnie i bez tłumaczenia się. Nikt nie zostanie przez to wyróżniony na plus ani na minus.

Podpisz wszystko

Na każdym zebraniu, od dwudziestu lat, mówię to samo: podpisz każdą rzecz. Ołówki, kredki, gumkę, temperówkę, nożyczki, klej. Naklejką, flamastrem, markerem do tkanin. Pod koniec dnia na moim biurku zawsze stoi pudełko po butach z przyborami znalezionymi pod ławkami. Podpisane wracają do właściciela jeszcze tego samego dnia. Niepodpisane czekają w pudełku do czerwca, a w czerwcu trafiają na wspólną półkę.

W pierwszej klasie dzieci jeszcze nie odczytują płynnie imion kolegów. Dlatego obok imienia dobrze narysować mały znaczek, na przykład gwiazdkę albo listek, taki sam na wszystkich rzeczach dziecka. Pierwszak rozpozna swój listek szybciej niż napis.

Pierwszego dnia wystarczy mniej

Na 1 września, który w tym roku wypada we wtorek, proszę tylko o tornister z piórnikiem, jednym zeszytem w trzy linie i kapciami w worku. Swoją listę rozdaję rodzicom tego dnia, po apelu, w sali. Z resztą zakupów spokojnie można poczekać do końca pierwszego tygodnia. Każda wychowawczyni ma trochę inne wymagania, więc to, co kupicie w lipcu na promocji, i tak może nie pasować.

Mila swój tornister ma już od tygodnia: zielony, z żółtymi wstawkami. Piórnik stoi na razie pusty na jej biurku, bo najpierw swoją listę da jej pani. Dostałam tylko jedno pytanie, czy może chociaż włożyć do środka gumkę w kształcie truskawki. Włożyła ją tego samego wieczoru, a potem jeszcze dwa razy sprawdzała, czy nie wypadła.

Ewa z Gliwic

Od dwudziestu lat uczy w klasach 1-3, zaczynała w przedszkolu. Mieszka w Gliwicach z Piotrem i trójką dzieci: Agatą, Kacprem i Milą. Pisze o tym, co widzi z obu stron szkolnej ławki: jako nauczycielka i jako mama. Ciepło, ale bez lukru.

Więcej o mnie

Więcej z zakładki Szkoła