Pierwszy tydzień w szkole: sygnały, że dziecko potrzebuje wsparcia
Pierwszy tydzień szkoły za nami: mój z nową 1a i Mili w jej pierwszej klasie. Zmęczenie, płacz przy kolacji i ból brzucha w poniedziałek rano są częste i zwykle mijają. Ale są sygnały, których nie należy przegapić. Jak je odróżnić.
Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania
W piątek wieczorem Mila zasnęła o wpół do ósmej, na kanapie, w ubraniu, z kredką w ręce. Nie obudziła się, kiedy Piotr zaniósł ją do łóżka. Ja zasnęłam godzinę później, też na kanapie, nad listą imion mojej nowej 1a. Pierwszy tydzień szkoły to maraton dla wszystkich: dla dzieci, dla rodziców i, zapewniam, dla nauczycieli.
Mila ma za sobą cztery dni pierwszej klasy, bo rok zaczął się we wtorek. Moi uczniowie też. Obserwuję jedno i drugie, z dwóch stron, i chcę napisać o czymś, co rodzice pierwszaków często przegapiają albo odwrotnie, czym się niepotrzebnie martwią.
Co jest normalne
Zacznę od uspokojenia, bo wiele rzeczy, które niepokoją rodziców w pierwszym tygodniu, to po prostu adaptacja.
Zmęczenie. Dziecko wraca ze szkoły wyczerpane, zasypia wcześniej niż zwykle albo przeciwnie, jest rozdrażnione i nie może się uspokoić. To normalne. Szkoła to dużo bodźców: hałas na korytarzu, nowe twarze, zasady, siedzenie w ławce, dzwonki.
Płacz wieczorem. Dziecko w szkole trzymało się dzielnie, a w domu wybucha o byle co. Rozlane mleko, zły kolor kubka. Psycholodzy nazywają to czasem rozładowaniem po całym dniu powstrzymywania emocji. Mila w środę płakała, bo jej kanapka była „za bardzo pokrojona”. To nie o kanapkę chodziło.
Niechęć do opowiadania. „Jak było w szkole?” „Dobrze.” „Co robiliście?” „Nic.” Znacie? Dziecko nie ukrywa niczego. Po prostu nie umie jeszcze streścić dnia. Pytaj konkretnie: „Z kim siedziałaś na obiedzie?”, „Co było najśmieszniejsze?”, „Czy pani czytała wam coś?”.
Regres. Starsze dziecko zachowuje się jak młodsze: chce, żeby je karmić, ubierać, spać z rodzicami. Na chwilę, w nowej sytuacji, to częste. Daj mu tę bliskość.
Ból brzucha w poniedziałek rano. Bardzo częsty i często związany ze stresem. Ale uwaga: jeśli jest częsty, silny albo towarzyszą mu inne objawy, trzeba go pokazać lekarzowi, a nie zakładać, że „to tylko nerwy”.
Świetlica i długi dzień
Osobna sprawa to dzieci, które po lekcjach zostają w świetlicy. Dla pierwszaka dzień od siódmej do szesnastej w jednym budynku to bardzo długo. Nie da się tego zawsze uniknąć, wiem, sama przez lata odbierałam dzieci jako ostatnia. Ale jeśli możesz, w pierwszych tygodniach odbieraj dziecko trochę wcześniej choć raz czy dwa razy w tygodniu. Zwróć też uwagę, czy w świetlicy ma z kim się bawić i czy zjadło obiad. Panie ze świetlicy widzą dziecko w innej sytuacji niż wychowawczyni i warto je czasem zapytać, jak minął dzień.
Sygnały, na które trzeba patrzeć
Są rzeczy, które same w sobie nie są alarmem, ale jeśli utrzymują się dłużej niż kilka tygodni albo nasilają, trzeba na nie zareagować:
- dziecko codziennie rano płacze, że nie chce iść do szkoły, i to się nie zmniejsza, a rośnie,
- skarży się na bóle brzucha albo głowy głównie w dni szkolne, a w weekendy nie,
- przestaje jeść albo śpi dużo gorzej niż przed wrześniem,
- nie wspomina żadnego dziecka z klasy, nawet po kilku tygodniach,
- mówi rzeczy w rodzaju „nikt mnie nie lubi”, „jestem głupi”, „nie umiem niczego”,
- wraca ze zniszczonymi rzeczami, bez drugiego śniadania, z siniakami, których nie umie wytłumaczyć,
- wyraźnie zmienia zachowanie: z pogodnego robi się wycofane albo agresywne.
Żaden z tych sygnałów nie oznacza, że dzieje się coś złego. Ale każdy jest powodem do rozmowy. Najpierw z dzieckiem, potem z wychowawczynią.
Jak rozmawiać z dzieckiem
Nie przesłuchuj. Dziecko, które czuje, że rodzic szuka problemu, albo zamyka się, albo mówi to, co rodzic chce usłyszeć.
Najlepsze rozmowy u nas odbywają się przy okazji: w samochodzie, przy zmywaniu, przed snem, po zgaszeniu światła. Kiedy nie patrzymy sobie w oczy i dziecko nie czuje się jak na egzaminie. Mila najwięcej opowiada, kiedy ją czeszę.
Dobre pytania to te, na które nie da się odpowiedzieć „tak” albo „nie”. „Co było dziś trudne?” „Kiedy dziś było ci najlepiej?” „Gdybyś mogła coś zmienić w szkole, co by to było?”.
I słuchaj. Nie naprawiaj od razu. Jeśli dziecko mówi, że pani była niemiła, nie mów od razu „na pewno nie była” ani „pójdę do niej jutro”. Zapytaj: „Co się stało? Jak się wtedy czułaś?”.
Jak rozmawiać z wychowawczynią
Z mojej strony biurka powiem jedno: w pierwszych tygodniach chcę wiedzieć. Jeśli dziecko w domu płacze, boi się, skarży na coś, powiedz mi. Nie czekaj do zebrania w październiku.
Najlepiej krótka wiadomość przez dziennik elektroniczny albo prośba o rozmowę po lekcjach. Bez oskarżeń, z konkretem: „Marysia od trzech dni mówi, że nie ma z kim się bawić na przerwie. Czy pani coś zauważyła?”. Taka wiadomość pozwala mi popatrzeć na dziecko uważniej. Często widzę coś, czego rodzic w domu nie widzi, i odwrotnie.
Nauczyciel pierwszej klasy ma na początku ponad dwadzieścioro dzieci i każde z nich uczy się szkoły. Nie wszystko wyłapię od razu. Dlatego rodzic, który pisze wcześnie, to dla mnie sprzymierzeniec.
Gdzie jeszcze szukać wsparcia
W szkole pracują też pedagog i psycholog szkolny. Możesz się do nich zgłosić sama, nie musi cię kierować wychowawczyni. Jeśli trudności się utrzymują, jest też bezpłatna poradnia psychologiczno-pedagogiczna, działająca w każdym powiecie i mieście.
Jeśli masz wątpliwości zdrowotne, na przykład częste bóle brzucha, kłopoty ze snem albo ze wzrokiem, wróć do pediatry. O tym, co sprawdzić przed rokiem szkolnym, pisałam w zeszłym tygodniu przy bilansie i szczepieniach.
A u nas?
Pierwszy tydzień Mili zakończył się dobrze. Ma koleżankę, z którą siedzi w ławce i dzieli się gumką w kształcie truskawki. Ma panią, „która mówi cicho, ale wszyscy słuchają”. To chyba największy komplement, jaki pierwszak może dać nauczycielce.
W mojej 1a jest dwoje dzieci, które płaczą rano przy drzwiach, i jedno, które nie odzywa się wcale. Obserwuję. Rozmawiam z rodzicami. I przypominam sobie to, o czym pisałam latem przy pierwszoklasiście od września: najważniejsze, co dziecko może umieć w pierwszej klasie, to poprosić o pomoc. Chłopiec, który przez cztery dni milczał, w piątek po dużej przerwie podszedł do mojego biurka i szepnął, że nie ma czerwonej kredki. Pożyczyłam mu swoją. Do końca lekcji trzymał ją w garści, jakby miał ją oddać dopiero w czerwcu.