Do treści strony
Przedszkole

Przedszkole prywatne czy publiczne? Uczciwe porównanie nauczycielki

Pracowałam w przedszkolu miejskim, moje dzieci chodziły do miejskiego, a połowa znajomych wybrała prywatne. Nie mam tezy do udowodnienia. Mam za to listę różnic, które naprawdę mają znaczenie, i kilka mitów, które warto odłożyć.

Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

W sierpniu dostaję wiadomości od rodziców, którzy nie dostali się do wymarzonego przedszkola publicznego albo dostali się do takiego, które im nie pasuje. Pytanie brzmi zawsze tak samo: „Ewa, czy prywatne jest lepsze?”. Odpowiadam, że nie wiem, bo nie znam tego konkretnego prywatnego ani tego konkretnego publicznego. Różnice między dwoma przedszkolami miejskimi bywają większe niż między miejskim a prywatnym.

Ale są rzeczy, które da się porównać. Spisałam je, próbując być uczciwa wobec obu stron.

Najpierw nazewnictwo

To, co potocznie nazywamy „prywatnym”, w przepisach to przedszkole niepubliczne. Prowadzi je osoba prywatna, firma, fundacja, stowarzyszenie albo parafia. Publiczne prowadzi zwykle gmina.

Jest też coś pomiędzy: niepubliczne przedszkola, które działają na zasadach zbliżonych do publicznych, biorą udział w rekrutacji organizowanej przez gminę i mają ograniczone opłaty. W niektórych miastach to spora część miejsc. Zapytaj w urzędzie albo w samym przedszkolu, na jakich zasadach działa, bo to zmienia rachunek.

Dotyczy to też podstawy programowej. Obowiązuje wszystkie przedszkola, publiczne i niepubliczne. Od 1 września 2026 roku wchodzi zresztą nowa podstawa programowa wychowania przedszkolnego, w ramach reformy „Kompas Jutra”, i też obejmuje wszystkie przedszkola.

Pieniądze

W publicznym przedszkolu pięć godzin dziennie jest bezpłatnych. Za każdą kolejną godzinę pobytu gmina może pobierać opłatę, której maksymalną wysokość określa ustawa. To są pojedyncze złotówki za godzinę. Do tego dochodzi wyżywienie, płatne osobno, i czasem składka na radę rodziców, dobrowolna.

W niepublicznym jest czesne, zwykle miesięczne, plus wyżywienie, plus czasem wpisowe i opłaty za zajęcia dodatkowe. Wysokość bardzo zależy od miasta i przedszkola. Różnica w skali roku potrafi być bardzo duża, dlatego policz dokładnie, a nie „na oko”. Poproś o cennik na piśmie i zapytaj, co jest w czesnym, a co nie: wycieczki, teatrzyki, język obcy, wyprawka, ubezpieczenie.

Nie zapominaj też o dojazdach. Przedszkole pięć minut od domu i przedszkole trzydzieści minut w drugą stronę miasta to różnica, którą płacisz czasem i nerwami co rano.

Godziny otwarcia

Tu przedszkola niepubliczne często wygrywają, choć nie zawsze. Bywają otwarte dłużej i rzadziej mają przerwy wakacyjne. Publiczne mają zwykle dyżury wakacyjne w wybranych placówkach, co oznacza, że w lipcu albo sierpniu dziecko przez kilka tygodni chodzi do innego przedszkola albo zostaje w domu.

Dla rodziców pracujących do późna albo bez możliwości wzięcia urlopu w wakacje to może być decydujący argument. Sprawdź to przed wyborem, nie po.

Wielkość grupy

W publicznym przedszkolu grupa może liczyć do dwudziestu pięciu dzieci. W niepublicznych grupy bywają mniejsze, ale nie zawsze. Zapytaj konkretnie: ile dzieci jest w grupie i ile osób dorosłych się nimi zajmuje przez cały dzień, a nie tylko rano.

Z doświadczenia: dwadzieścia pięć trzylatków z jedną nauczycielką i pomocą, która przychodzi na kilka godzin, to naprawdę dużo. Szesnaścioro to zupełnie inny dzień, dla dzieci i dla nauczycielki. Tu nie ma reguły, że prywatne jest lepsze. Są prywatne z pełnymi grupami i publiczne, gdzie akurat w danym roku grupa jest mniejsza.

Kadra

Mit, który słyszę często: w prywatnych pracują ludzie bez kwalifikacji. Nie. Nauczyciele w przedszkolach niepublicznych też muszą mieć wymagane kwalifikacje. Drugi mit, z drugiej strony: w publicznych pracują wypalone panie, które czekają na emeryturę. Też nie. Znam świetne i słabe nauczycielki w obu rodzajach przedszkoli.

Jest za to jedna różnica, o którą warto zapytać: rotacja. Czy nauczycielki zmieniają się często? Czy pani, która ma grupę teraz, będzie z nią za rok? Dla małego dziecka stała osoba dorosła to podstawa poczucia bezpieczeństwa. Rotacja zdarza się wszędzie, pytanie tylko, jak często w tym konkretnym miejscu.

Zajęcia dodatkowe i „program”

Przedszkola niepubliczne często reklamują się ofertą: dwa języki, robotyka, szachy, joga, Montessori, nauka czytania. Część z tych rzeczy może być wartościowa. Ale z perspektywy nauczycielki powiem jedno: trzylatek nie potrzebuje grafiku jak menedżer. Potrzebuje czasu na swobodną zabawę, na dworze, z innymi dziećmi.

Zanim dasz się przekonać długą listą zajęć, zapytaj, ile czasu dzieci spędzają na zabawie, na którą same mają pomysł, i ile na dworze. Jeśli odpowiedź brzmi „mamy tak dużo zajęć, że nie wychodzimy codziennie”, to dla mnie sygnał ostrzegawczy.

Publiczne przedszkola też mają zajęcia dodatkowe, czasem bezpłatne, czasem prowadzone przez zewnętrzne firmy za opłatą. Po prostu rzadziej się nimi reklamują.

Zmiana w trakcie roku

Jeszcze jedna rzecz, o której rodzice rzadko myślą przy wyborze: co będzie, jeśli się nie sprawdzi. Z niepublicznego zwykle można odejść z zachowaniem okresu wypowiedzenia z umowy, więc przeczytaj ją, zanim podpiszesz. Do publicznego w trakcie roku można przejść tylko wtedy, gdy są wolne miejsca, a w dużych miastach bywa z tym różnie.

Znajoma z osiedla przeniosła syna z prywatnego do miejskiego w styczniu i przez dwa miesiące płaciła za oba, bo tak stanowiła umowa. Nie popełnij jej błędu.

Co naprawdę się liczy

Po latach, gdybym miała wybierać jeszcze raz, patrzyłabym na te rzeczy, w tej kolejności:

  1. Odległość i dojazd, bo to codzienność.
  2. Ludzie: nauczycielki, dyrekcja, atmosfera w szatni. Czy dzieci się witają, czy panie znają imiona rodziców.
  3. Plac zabaw i czas na dworze.
  4. Godziny i dyżury, dopasowane do naszego życia.
  5. Koszty, policzone uczciwie na cały rok.
  6. Dopiero na końcu oferta dodatkowa.

O tym, na co patrzeć na miejscu, pisałam przy dniu otwartym w przedszkolu. Te same pytania zadasz w publicznym i niepublicznym.

Jeśli nie dostałaś się do publicznego

Nie wybieraj prywatnego w panice. Sprawdź najpierw, czy gmina wskazała inne publiczne miejsce, i czy jest postępowanie uzupełniające. Pisałam o tym w tekście o kalendarzu i dokumentach w rekrutacji. Latem zwalniają się miejsca, bo część rodziców zmienia plany.

A jeśli wybierzesz prywatne, bo tak jest wam wygodniej, to też dobry wybór. Ta sama znajoma z osiedla po roku w miejskim przedszkolu powiedziała mi, że o wyborze zdecydowało w końcu coś, czego nie było w żadnym cenniku: pani z grupy jej syna znała imiona wszystkich rodziców już w drugim tygodniu.

Ewa z Gliwic

Od dwudziestu lat uczy w klasach 1-3, zaczynała w przedszkolu. Mieszka w Gliwicach z Piotrem i trójką dzieci: Agatą, Kacprem i Milą. Pisze o tym, co widzi z obu stron szkolnej ławki: jako nauczycielka i jako mama. Ciepło, ale bez lukru.

Więcej o mnie

Więcej z zakładki Przedszkole