Do treści strony
Przedszkole

Jak żegnać się z płaczącym przedszkolakiem

Stałam po obu stronach przedszkolnych drzwi: jako nauczycielka, która przytula płaczącego trzylatka, i jako mama, która wychodzi i płacze za rogiem. Co naprawdę pomaga w porannych rozstaniach, a co, choć płynie z miłości, tylko je przedłuża.

Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

Agata płakała w przedszkolu przez sześć tygodni. Codziennie rano, przy drzwiach sali, z rękami zaciśniętymi na mojej kurtce. Miała trzy lata, a ja uczyłam już wtedy w szkole i o ósmej musiałam stać przed swoją klasą. Odrywałam jej palce od kurtki jeden po drugim, oddawałam ją pani i wychodziłam. Na parkingu siadałam w samochodzie i płakałam ja.

Znałam to z drugiej strony. Przez trzy lata pracy w przedszkolu przytulałam dziesiątki płaczących trzylatków. Wiedziałam, że większość przestaje płakać kilka minut po wyjściu rodzica. Wiedziałam, a i tak siedziałam w tym samochodzie. Wiedza nie pomaga, kiedy to twoje dziecko.

Dziś jest połowa września, a w przedszkolach trwa najtrudniejszy czas. Ten wpis jest dla rodziców, którzy siedzą rano w samochodach.

Płacz jest normalny

Najpierw to, co najważniejsze. Płacz przy rozstaniu to normalna reakcja dziecka na nową sytuację. Nie znaczy, że przedszkole jest złe, że pani jest niemiła ani że dziecko nie jest gotowe. Znaczy, że dziecko ma z tobą silną więź i trudno mu się z tobą rozstać. To w gruncie rzeczy dobra wiadomość.

U większości dzieci płacz stopniowo słabnie w ciągu kilku tygodni. U niektórych trwa dłużej. Bywa też, że wraca po chorobie, po świętach, po przeprowadzce albo narodzinach rodzeństwa. To też normalne.

Co pomaga

Krótkie pożegnanie. To najważniejsza rada i najtrudniejsza do wykonania. Przytul, powiedz, kiedy wrócisz, i wyjdź. Nie przeciągaj. Każda minuta przy drzwiach to dla dziecka sygnał, że może jednak nie wyjdziesz, i płacz się nasila. Z mojego doświadczenia przedszkolnego: dzieci, których rodzice żegnają się krótko, uspokajają się szybciej.

Stały rytuał. Ten sam gest, te same słowa, każdego dnia. U nas z Agatą było to „buziak w nos, piątka, pa pa”. Z Kacprem „żółwik”. Mila wymyśliła swój: dwa buziaki w policzki i jeden w czoło, „żeby wystarczyło do podwieczorku”. Rytuał daje dziecku poczucie, że wie, co się stanie.

Konkretna obietnica. Nie „zaraz wrócę”, bo zaraz to dla trzylatka pięć minut. Raczej „przyjdę po obiedzie” albo „po podwieczorku”. I dotrzymaj. Jeśli wiesz, że odbierzesz dziecko ostatnie, nie obiecuj, że pierwsze.

Przedmiot z domu. Przytulanka, chusteczka mamy, zdjęcie rodziny w kieszeni. Wiele przedszkoli pozwala na to w okresie adaptacji. Zapytaj.

Ta sama osoba odprowadza. Jeśli to możliwe, niech przez pierwsze tygodnie dziecko odprowadza jeden rodzic. Czasem okazuje się, że z tatą rozstanie idzie łatwiej niż z mamą. U nas tak było z Agatą. Po trzech tygodniach płaczu zamieniliśmy się z Piotrem i przy nim płakała dużo krócej. Nie obraziłam się. No, trochę.

Pani przejmuje dziecko. Oddaj dziecko konkretnej osobie, nie zostawiaj go samego w szatni. Dobra nauczycielka wie, jak przejąć płaczącego malucha: weźmie na ręce, zaproponuje zabawę, pokaże coś ciekawego. Pozwól jej to zrobić.

Czego unikać

Wymykania się. Wiem, jak kusi. Dziecko się zajęło zabawą, więc wyjdę po cichu, żeby nie było płaczu. Nie rób tego. Dziecko, które odkrywa, że rodzic zniknął bez pożegnania, traci zaufanie. Następnego dnia będzie cię pilnować jeszcze mocniej.

Wracania. Wyszłaś, dziecko płacze, słyszysz to zza drzwi i wracasz, żeby jeszcze raz przytulić. Zaczynasz wszystko od nowa, a dziecko uczy się, że płacz sprowadza mamę z powrotem.

Przekupstwa. „Jak nie będziesz płakać, kupię ci zabawkę.” Dziecko nie płacze dla efektu, tylko dlatego, że jest mu smutno. Nagroda za niepłakanie uczy, że smutku nie wolno pokazywać.

Zawstydzania. „Taka duża dziewczynka i płacze?” „Zobacz, Witek nie płacze.” To boli i nic nie zmienia.

Twojego płaczu przy dziecku. Wiem. Ale jeśli możesz, zostaw go na parking. Dziecko, które widzi płaczącą mamę, uznaje, że dzieje się coś naprawdę strasznego.

Rozmów o płaczu przy dziecku. „Znowu płakała całe rano” mówione do pani przy odbiorze, kiedy dziecko stoi obok, utrwala w nim obraz siebie jako tego, kto płacze. Porozmawiaj z nauczycielką osobno albo przez telefon.

Po południu

Jak odbierasz dziecko, też ma znaczenie. Przyjdź uśmiechnięta, powiedz, że się cieszysz. Zapytaj nauczycielkę, jak minął dzień, ale najlepiej tak, żeby dziecko nie słyszało pytania „a długo płakał?”.

Wiele dzieci, które rano płaczą, w ciągu dnia bawi się świetnie. Nauczycielki często mówią to rodzicom, a rodzice nie wierzą. Uwierz. Byłam tą nauczycielką. Widziałam dziesiątki dzieci, które płakały przy drzwiach, a pięć minut później budowały wieżę z klocków i nie pamiętały o smutku. Poproś panią o zdjęcie z zabawy, jeśli przedszkole ma taką możliwość. Czasem jedno zdjęcie uspokaja lepiej niż sto zapewnień.

Pisałam wcześniej o tym, jak przygotować dziecko do przedszkola w wakacje. Jeśli jest już po wszystkim i nie zdążyliście, nic straconego. Te same zasady działają też we wrześniu.

Kiedy się zaniepokoić

Są sytuacje, w których warto porozmawiać z nauczycielką, a potem ewentualnie z psychologiem w przedszkolu albo w poradni psychologiczno-pedagogicznej:

  • płacz nie słabnie po kilku tygodniach, a wręcz się nasila,
  • dziecko płacze przez większą część dnia, nie tylko przy rozstaniu,
  • nie je, nie śpi w przedszkolu, nie bawi się z innymi dziećmi przez długi czas,
  • w domu pojawiają się silne lęki, koszmary, moczenie się u dziecka, które wcześniej było suche,
  • zachowanie dziecka mocno się zmienia.

Obserwuj też sygnały zdrowotne, które mogą towarzyszyć stresowi, jak bóle brzucha czy kłopoty ze snem. O takich sygnałach, tylko u starszych dzieci, pisałam niedawno w tekście o pierwszym tygodniu w szkole. Przy utrzymujących się dolegliwościach zawsze pokaż dziecko pediatrze.

Po sześciu tygodniach

Agata przestała płakać w połowie października. Pamiętam ten dzień, bo był zwyczajny. Pożegnałyśmy się „buziakiem w nos”, powiedziała „pa”, odwróciła się i poszła do kolegi z klockami. Stałam w drzwiach jeszcze chwilę, zaskoczona. Pani mrugnęła do mnie.

Dziś Agata ma szesnaście lat, chodzi do liceum, a z przedszkola pamięta kącik z klockami i pomidorową w czwartki. Z tamtych sześciu tygodni nie pamięta nic. Ja pamiętam wszystkie, łącznie z miejscem na parkingu, na którym stawiałam samochód.

Ewa z Gliwic

Od dwudziestu lat uczy w klasach 1-3, zaczynała w przedszkolu. Mieszka w Gliwicach z Piotrem i trójką dzieci: Agatą, Kacprem i Milą. Pisze o tym, co widzi z obu stron szkolnej ławki: jako nauczycielka i jako mama. Ciepło, ale bez lukru.

Więcej o mnie

Więcej z zakładki Przedszkole