Do treści strony
Wycieczki

Zielona szkoła: co spakować i jak rozmawiać z dzieckiem o pierwszym wyjeździe

Pierwsza zielona szkoła to często pierwsze noce dziecka bez rodziców. Walizka to najprostsza część. Trudniejsza jest rozmowa przed wyjazdem i telefon, który lepiej schować. Piszę jako wychowawczyni, która za tydzień jedzie z 3b w góry.

Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

W przyszły poniedziałek jadę z moją 3b na trzy dni w Beskidy. Dwadzieścia troje dzieci, trzy opiekunki, jeden autokar i jedna walizka z apteczką, którą pakuję od tygodnia. Dla połowy klasy to pierwsze noce poza domem bez rodziców. Dla mnie dwudziesta któraś zielona szkoła, a i tak nie będę spać pierwszej nocy.

Na zebraniu przed wyjazdem rodzice zadają zawsze te same pytania. Spisałam odpowiedzi, dokładając to, czego nauczyłam się jako mama, kiedy siedem lat temu, w drugiej klasie, na pierwszą zieloną szkołę jechała Agata.

Najpierw formalności

Przed wyjazdem szkoła przekazuje rodzicom informacje o programie, miejscu, kosztach i kierowniku wycieczki, a rodzice wyrażają pisemną zgodę na udział dziecka. Przeczytaj to uważnie, nie tylko podpisz. Tam jest adres ośrodka, numer telefonu, godziny wyjazdu i powrotu.

Liczbę opiekunów ustala dyrektor szkoły, biorąc pod uwagę wiek dzieci, ich potrzeby i rodzaj wyjazdu. Przepisy nie podają jednej sztywnej liczby na każdą sytuację. Jeśli masz wątpliwości, możesz o to zapytać na zebraniu. To normalne pytanie.

Ważne: podaj wychowawczyni wszystkie informacje o zdrowiu dziecka. Alergie, leki, choroba lokomocyjna, moczenie nocne, lęki. Wszystko, co może się zdarzyć w nocy albo w drodze. Nikt nie będzie tego rozgłaszał. Wolę wiedzieć, że chłopiec boi się ciemności, niż odkryć to o drugiej w nocy, kiedy płacze na korytarzu.

Leki

To temat, na który zawsze poświęcam najwięcej czasu na zebraniu. Leki, które dziecko przyjmuje, trzeba przekazać opiekunce w oryginalnych opakowaniach, podpisane imieniem i nazwiskiem, z pisemną informacją od rodzica: jaki lek, ile, o której. Nie w woreczku luzem, nie „mama powiedziała, że dwie tabletki”.

Dziecko nie powinno mieć w walizce leków na własną rękę. Wyjątek to sytuacje uzgodnione z rodzicem i lekarzem, na przykład inhalator dla dziecka z astmą, które umie go użyć. Pisałam o tym przy alergii wiosennej: w sezonie pylenia to naprawdę istotne, a w czerwcu w górach trawy kwitną jak szalone.

Co spakować

Lista, którą rozdaję rodzicom mojej klasy na trzy dni. Na dłuższy wyjazd dołóż proporcjonalnie.

Ubranie:

  • bielizna i skarpety na każdy dzień plus jedna para zapasowa,
  • dwie, trzy koszulki, jedna bluza z długim rękawem i jedna ciepła,
  • długie spodnie (także na wieczory przy ognisku i przeciw kleszczom) i krótkie na upał,
  • kurtka przeciwdeszczowa,
  • piżama,
  • czapka na słońce,
  • buty sportowe do chodzenia, rozchodzone, i kapcie albo klapki pod prysznic.

Kosmetyczka: szczoteczka i pasta, mydło, szampon, ręcznik (sprawdź, czy ośrodek je zapewnia), grzebień, krem z filtrem, środek przeciw komarom i kleszczom, jeśli rodzic go dopuszcza.

Do plecaka na wycieczki w ciągu dnia: mały plecak, bidon, peleryna, czapka. Wszystko, o czym pisałam przy plecaku na wycieczkę jednodniową, tylko w wersji dla starszaka.

Rzeczy do spania: ulubiony pluszak, jeśli dziecko z nim śpi. Serio. Dziewięciolatek, który w domu śpi z misiem, na zielonej szkole też chce go mieć. Niech go spakuje na dno walizki, wyjmie wieczorem i nikt nie musi wiedzieć. A jeśli ktoś zobaczy, to okaże się, że pół pokoju ma swoje misie.

Podpisuj wszystko

Z każdego wyjazdu przywożę do szkoły worek rzeczy bez właściciela. Bluzy, skarpety, szczoteczki, jedna czapka z daszkiem od wielu lat nieodebrana. Podpisz każdą rzecz, nawet skarpetki, markerem do tkanin albo naklejką. Dziecko w wieku dziewięciu lat nie pamięta, czy ta niebieska bluza jest jego.

Dobry pomysł, którego nauczyła mnie jedna z mam: lista rzeczy w walizce, przyklejona na wewnętrznej stronie klapy. Dziecko przy pakowaniu na powrót odhacza. Dzięki temu wraca więcej rzeczy niż zwykle.

Telefon: tak, nie, jak?

To jest temat, przy którym zebrania trwają najdłużej. Na moich wyjazdach telefony są w depozycie u opiekunek, a dzieci mogą zadzwonić do rodziców wieczorem, o ustalonej godzinie, przez kilka minut. Wiem, że w różnych szkołach zasady są różne. Ale powiem, dlaczego robię to tak.

Dziecko, które ma telefon przy sobie cały czas, dzwoni do mamy przy pierwszej tęsknocie. Mama słyszy płacz i się martwi. Dziecko słyszy, że mama się martwi, i płacze bardziej. A dwie godziny później, po ognisku, już się śmieje z kolegami, tylko mama o tym nie wie i nie śpi do rana.

Rodzice też mogą pomóc: nie dzwońcie co dwie godziny. Umówcie się na jedną rozmowę wieczorem. Opiekunki dają znać, jeśli dzieje się coś ważnego. A zdjęcia z wyjazdu zwykle wrzucamy do dziennika albo do umówionego miejsca, żeby rodzice mogli zobaczyć, że dzieci żyją, jedzą i są brudne.

Kieszonkowe

Tyle, ile potrzebne na drobną pamiątkę i coś słodkiego. Ustala się to zwykle na zebraniu, żeby nie było dysproporcji. Pieniądze w podpisanej kopercie, a na kopercie kwota. Dziewięciolatek nie umie jeszcze pilnować pieniędzy przez trzy dni i przynajmniej jedna koperta zawsze się gubi.

Rozmowa przed wyjazdem

Najważniejsze, co możesz zrobić. Nie rób z wyjazdu wielkiego wydarzenia, ale też nie udawaj, że to nic. Opowiedz dziecku, jak będzie: gdzie będzie spało, z kim w pokoju, co będą robić. Zapytaj, czego się boi. Czasem to będzie coś, czego się nie spodziewasz: „Kto mi rano zaplecie warkocz?”.

Nie obiecuj, że przyjedziesz, jeśli będzie tęsknić. Takie obietnice dzieci zapamiętują i w chwili smutku żądają ich spełnienia. Lepiej powiedz: „Tęsknota jest normalna, ja też będę tęsknić. Pani będzie przy tobie, a za trzy dni się zobaczymy”.

Po powrocie

Kiedy dziecko wysiądzie z autokaru, będzie zmęczone, brudne i przegadane albo zupełnie milczące. Jedno i drugie jest normalne. Nie zasypuj go pytaniami na parkingu. Opowieści przyjdą same, zwykle wieczorem przy kolacji albo następnego dnia rano, kiedy się wyśpi. A walizkę rozpakujcie razem, z listą z klapy w ręku. Wtedy od razu widać, czy trzeba dzwonić do wychowawczyni w sprawie bluzy.

Agata na swojej pierwszej zielonej szkole płakała pierwszego wieczoru, a potem nie chciała wracać do domu. Kiedy wysiadła z autokaru, powiedziała, że „było za krótko”. Tak kończy się większość takich wyjazdów. Trzymam kciuki za swoją 3b.

Ewa z Gliwic

Od dwudziestu lat uczy w klasach 1-3, zaczynała w przedszkolu. Mieszka w Gliwicach z Piotrem i trójką dzieci: Agatą, Kacprem i Milą. Pisze o tym, co widzi z obu stron szkolnej ławki: jako nauczycielka i jako mama. Ciepło, ale bez lukru.

Więcej o mnie

Więcej z zakładki Wycieczki